RSS
wtorek, 16 października 2007
Wyszłam za mąż zaraz wracam ...
Czas na kolejny wpis. Trochę się wydarzyło więc zaczynam...

Ślub

Tak tak, nadszedł ten dzień, już nawet po :) Od tygodnia jestem mężatką :) Generalnie z przygotowaniami nie przykładaliśmy się jakoś specjalnie. Co mogłam pozamawiałam przez internet, bo nie chciało mi się ruszać z domu. Na ostatnią chwilę pozapraszaliśmy parę osób. W sobotę już nie było tak fajnie. Ślub był za wcześnie a zostało nam jeszcze trochę rzeczy do załatwienia. Miałam fryzjera na 8:00, Maciek w tym czasie pojechał przystroić samochód. U fryzjera siedziałam 3 godziny i jak wyszłam była już 11. Została mi tylko godzina na przyszykowanie się a do tego trzeba było jeszcze przyszykować Wiktora, odebrać tort itp. Maćka cały czas nie było i zaczęłam panikować. O 11 pan kurier przywiózł mi wiązankę (zamówioną w necie). Okazała się za duża, pourywałam trochę warstw liści żeby jakoś to wyglądało. Jak przyszło do robienia makijażu to okazało się że dzień wcześniej Wiktor bawił się moim podkładem i gdzieś go posiał. Wtedy już spanikowałam na maksa i dostałam histerii. Maciek pojechał odwieźć Wiktora do swoich rodziców a ja płakałam w domu. Trochę się uspokoiłam, poimprowizowałam z makijażem, Maciek wrócił, przyjechał Voytas i pojechaliśmy do USC. Oczywiście przyjechaliśmy za wcześnie, ale ja nie lubię się spóźniać. Potem zaczęli schodzić się goście. Jak dla mnie było ich dużo :) Czułam się niezręcznie, nie wiedziałam czy podchodzić i się witać czy co. Potem poprosili nas do sprawdzenia aktu małżeństwa, powciskali nam trochę fotografa (kategorycznie podziękowaliśmy) i muzyków (ich wzięliśmy żeby była jakaś miła atmosfera) i ceremonia rozpoczęła się. Było dość śmiesznie, tak na luzie i krótko, więc nikt nie miał czasu się znudzić :) Potem życzenia i kwiaty, mnóstwo kwiatów. W sumie mogliśmy coś wymyślić, np żeby goście jakieś artykuły biurowe przynosili :P, ale nam się nie chciało wymyślać :) Dużo życzeń, muzycy mimo że mieli zapłacone wpadli dopiero pod koniec ale trudno. Przyszedł czas na imprezkę. Zaproszonych było 28 osób z czego połowa znajomych. Nie będę po kolei opisywać co było, bo chyba każdy kto wchodzi na bloga był tam. Dodam tylko że początkowo byłam nieco zawiedziona, bo po pierwsze nikt nie ruszał piwa, o które wykłóciłam się z tatą a za to wszyscy rzucili się na wódkę, a po drugie z inicjatywy Lestata i Włosa zaczęła lecieć jakaś wsiowa muzyka i przyjęcie zaczęło wyglądać zbyt „tradycyjnie”. Wyszliśmy więc na spacer z Witkiem, Kasią, Kajką, Gonzem, Lilą i Wiktorem. Jak wróciliśmy to już muzyka była OK. Mimo oporów odtańczyliśmy pierwszy taniec a później się jakoś rozkręciło. Przestałam się wszystkim tak przejmować i jakoś poszło :) Mnie tylko spinki w głowę za bardzo cisnęły i nogi mnie strasznie bolały ale ogólnie było OK :) Z perspektywy czasu wspominam nasz ślub i wesele baaardzo pozytywnie. Po powrocie do domku rozpakowaliśmy prezenty i padnięci poszliśmy spać.

zdjęcia ze ślubu i w przyszłości z imprezki można oglądać pod adresem

ślubne zdjęcia

Dziękujemy Witkowi i Michałowi za sesje zdjęciowe :)

Ciąża

W środę, po ślubie wybrałam się na USG. Maciek nie pojechał ze mną bo miał akurat angielski. Wysiedziałam się godzinę zanim przyszła moja kolej ale nie żałuję. Pan doktor jak zwykle profesjonalnie wykonał badanie. Dzidzia rozwija się prawidłowo rośnie i ma się dobrze :) No i dowiedziałam się że ów dzidzia to synek nr 2 :) Szczerze powiedziawszy troszkę byłam zawiedziona, zawsze marzyłam o dziewczynce, ale teraz naprawdę bardzo się cieszę i już bardzo kocham mojego drugiego synka. Jeśli chodzi o ciążę to mam za dużo wód płodowych dlatego ciągle czuję się jak nadmuchany balon. Muszę zrobić badanie czy nie mam cukrzycy i tym się niestety martwię. Miałam podobne przejścia z Wiktorem który jak każdy wie nie urodził się zdrowy i boję się że tym razem będzie podobnie.
 
 


 
Praca

Od jutra idę na zwolnienie. Muszę trochę odpocząć, dodatkowo chcę porobić sobie badania a jak mam pracę to nie mam kiedy. Ogólnie trochę się tam nudzę.

Studia

W niedzielę po ślubie poszłam na zajęcia. Mamy angielski z native speakerem i jest fajnie :)

Wiktor

Z dnia na dzień rozumie coraz więcej. Jest cudownym, pogodnym chłopcem, ciekawym wszystkiego co go otacza. Kocham go bardzo mocno. Jutro ma imieninki.

Maciek

Niewiele czasu mamy dla siebie. Mamy lepsze i gorsze dni. Po ślubie jest nieco lepiej, zeszło trochę spraw z głowy, ale czasami i tak ciężko nam się dogadać. Mimo to również kocham go i bardzo mi na nim zależy i nie wyobrażam sobie że mogłoby go nie być.

Ślub Witka i Kasi

Tydzień po naszym ślubie wybraliśmy się na ślub Kasi i Witka. Inny klimat, ślub kościelny aczkolwiek wrażenia bardzo pozytywne. Przyjęcie weselne mi osobiście się podobało (Włos tylko trochę za dużo marudził). Nietypowe, spokojne i z klasą, takie lubię :) Czekam na zdjęcia.

Dom

Jestem wkurzona na ŁZE. Warunki o które wnosiliśmy w sierpniu i które powinny zostać sporządzone w 2 tygodnie nadal nie są gotowe. Głupi buc powiedział nam że może sobie nawet z 3 miesiące na nie poczekamy. Wtedy to już możemy się nie wyrobić z kredytem :/ Piszę skargi, ponaglenia i robię co mogę ale wszyscy mnie mają głęboko gdzieś :/ Za to wczoraj zamówiliśmy projekt domku. Czekam z niecierpliwością aż przyjdzie.
 
 
 
 
 
 
 
Teraz czeka nas adaptacja projektu. Zamiast garażu chcemy pokój (gabinet) 
16:18, kropecka83
Link Komentarze (8) »
czwartek, 27 września 2007
O kurde

Kurde, wszystko mi się skasowało :/ A w ogóle to dawno nie pisałam. Zacznę od małego podsumowania na jakim obecnie etapie życia się znajduję

 

 






Ciąża

Brzuchol rośnie, waga rośnie, dzidzia fika sobie w brzuszku. Generalnie ciąża przebiega bez większych emocji, czyli prawidłowo. Za kilka dni wybiorę się na jakieś wypasione USG, może będę już wiedziała czy to chłopak czy dziewczynka, jeśli oczywiście nie wypnie się tyłkiem na mamusię.

Praca

Ogólnie spoko, szkoda tylko że tak mało kasy, ciągle coś mi na pół dzielą i jakieś ochłapy dają. Dodatkowo miałam nieprzyjemną awanturę z jedną taką z pokoju i atmosfera nie jest zbyt fajna. Na szczęście ów osoba zachorowała i jej nie ma przez najbliższy tydzień.

Studia

W sobotę i niedzielę miałam pierwszy zjazd :) Jestem studentką pedagogiki na WSinf. Generalnie plany mi sie nieco zmieniło, początkowo chciałam wybrać specjalność pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna, ale ostatnio zmieniłam zdanie i wybiorę resocjalizację. Po studiach spróbuję się dostać na kuratora sądowego. Jeśli chodzi o same studia to organizacja do dupy. Nic się nie przygotowali do tego zjazdu, zero informacji, jeszcze indexu nie mam ani legitymacji i ogólnie chaos. Jeśli chodzi o same przedmioty i zajęcia to jestem bardzo zadowolona. Ciekawe wykłady, super wykładowcy (szczególnie pan od filozofii), naprawdę aż mi się zachciało uczyć :) Egzaminy w lutym, mam nadzieję że nie urodzę podczas któregoś z nich :)

Wiktor

Kocham go baaardzo mocno. Jest cudowny a jednocześnie męczący. Ostatnio mam trudne dni, on się wydziera, mnie to wkurza i generalnie nakręcamy się nawzajem. Potem ja dalej jestem wkurzona a on chodzi po tym mieszkaniu w białym kombinezoniku jak mały aniołek, uśmiecha się i gada po swojemu jakby nigdy nic. Boję się przyszłego roku i tego co mnie czeka.

Maciek

Maciek w weekend został z młodym bo ja poszłam do szkoły. Miałam jedną przerwę dłuższą więc wróciłam do domu, wchodzę po cichu a tam WIktor wyje a Maciek krzyczy "przestań się wreszcie wydzierać!". Potem twierdził że krzyknął na Wiktora pierszy raz w życiu i że to był zupełny zbieg okoliczności że akurat wtedy weszłam do domu. Ściemnia ;) No z Maćkiem to jest taka sytuacja że za 1,5 tygodnia będzie moim mężem. Dziwnie tak. Maciek niedługo się broni. Napisał pracę, zgubił index, wczoraj go znalazł i jest happy.

Ślub

To już całkiem niedługo. Kupiłam buty, zarezerwowałam fryzjera, jeszcze kilka zaproszeń nam zostało do rozdania. Ja ze swojej strony właściwie jestem prawie gotowa, Maciek nieco mniej. Idziemy na żywioł :)

Sny

Kilkakrotnie, w tym wczoraj, miałam sen w którym wchodziłam do pokoju mz mnóstwem szczurów. Nagle uświadamiam sobie że zapomnialam o tym że mam szczury, zapomniałam je karmić itp a one pozostawione samopas zaczęły się rozmnażać i jest ich mnóstwo. Część jest chora, wyliniała, ma raka, część nie żyje, niektóre są takie malutkie i są wszędzie. Trochę przeraża mnie ten sen, ciekawe co może oznaczać.

Narazie to tyle, pewnie za miesiąc znów mi się przypomni że mam bloga. Pa

16:33, kropecka83
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Spotkanie z Witkiem bez Witka
Masz coś na swoje usprawiedliwienie? Hę?
20:11, kropecka83
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 sierpnia 2007
A tak przy okazji zapraszam na ślub córki :/
Miałam tego nie pisać, ale napiszę bo mnie to wkurza. Jakiś czas temu zdecydowaliśmy się w końcu na ślub. Taki jaki chciałam, cichy, spokojny, najlepiej w gronie najbliższej rodziny i znajomych. Po ślubie malutkie przyjęcie w jeszcze mniejszym gronie. Niby wszystko OK, rodzice rozumieją, pomagają a jednak ... Gdy przyszło do ustalania listy zaproszonych zaczęły się zgrzyty. A to zaproś rodzinę ze wsi, a to zaproś rodzinę z Warszawy, bo to wypada w końcu to siostry Twojej babci (czyli wcale nie taka najbliższa rodzina, pomijając fakt że od Maćka będą tylko rodzice i brat). No dobra stwierdziłam, w ostateczności nic mi się nie stanie a ponieważ rodzice pomagają i płacą to nie będę się kłócić. Kolejna kwestia to ludzie zaproszeni na ślub. I tutaj okazuje się, że moja mama wpadła na pomysł że na ślub zaprosi wszystkich, którzy jej się nawiną. Tego już znieść nie mogę. Zaprasza jakąś koleżankę mojej nieżyjącej babci, swoich znajomych których ja ostatni raz widziałam na jakiejś imprezie z 15 lat temu. A dzisiaj już przeszła samą siebie. Szłam z nią i z WIktorem do domu. Spotkała jakiegoś gościa (pierwszy raz go na oczy widzę). Coś tam z nim pogadała po czym on odszedł, ale jeszcze się odwrócił i krzyknął "powiedz jeszcze raz o której ten ślub i w jakim kościele?". Normalnie się we mnie zagotowało. Może dla innych to nie ma żadnego znaczenia, ale ona niszczy cały mój zamysł. Jak pisałam na początku, chciałam żeby to był kameralny ślub. Żadnych przypadkowych osób. Chciałam się czuć swobodnie a wśród obcych mi ludzi tak nie będzie na pewno. Jest mi źle z tego powodu a jak jej zwracam uwagę że nie chcę tych wszystkich ludzi dla których ja jestem obojętna i którzy mi są obojętni, to ona się obraża. Aż mi się wszystkiego odechciewa. 
14:25, kropecka83
Link Komentarze (3) »
środa, 22 sierpnia 2007
Prawdziwy polski wpis

 

No rzeczywiście dawno nic konstruktywnego nie napisałam. To teraz napiszę ...

Stary Rynek odwrotnie

w moje imieniny Odwrotnie miało koncert na STarym Rynku. Mam kilka zastrzeżeń ale ogólnie fajnie że sobie zagrali i teraz fajnie się słucha na komputerze.

Wódstok ...

No więc wybraliśmy się. Wiktora sprzedaliśmy dziadkom a sami ruszyliśmy w trasę do Kostrzyna nad Odrą. Przecież każdy wie, że panują tam idealne warunki dla kobiet w ciąży :) Po drodze zabraliśmy brata Maćka z Agnieszką i Caleba z Danii z Łodzi. Na szczęście to nasz samochód więc siedzieliśmy sobie z przodu z Maćkiem i mieliśmy luzy, podczas gdy pozostała załoga gnieździła się z tyłu :) Jechaliśmy i jechaliśmy, aż Calebowi zachciało się sikać. Wspomniał to raz, olaliśmy go, wspomniał ponownie (nadal grzecznie) i tylko się zaśmialiśmy i dalej go olaliśmy, po jakiejś kolejnej godzinie zaczął nieco bardziej naciskać i prosić żeby na pobocze gdzieś zjechać ale olał go Maciek :) (oczywiście nieświadomie bo Maciek nie jest typem "złośliwca") Dojechaliśmy do Poznania, tam gigantyczne korki a za korkami stacja benzynowa. Zaproponowaliśmy Calebowi że może wysiąść, ominąć pieszo korki i szybko się na stacje dostać. Skorzystał z propozycji, wysiadł i w tym momencie korki ustąpiły, także do stacji dojechaliśmy zanim Caleb tam doszedł (stał na światłach). Potem już trasa przebiegała bez żadnych rewelacji. Dojechaliśmy do Kostrzyna, dojechaliśmy na Woodstock, skontaktowaliśmy się z Lestatem i rozbiliśmy się w ich grupie. Był tam Lestat który był chory i rzygał jak go widziałam po raz pierwszy, Ania - jego dziewczyna, Maru, kolega Włosa którego nie znosimy z Maćkiem, jakieś 4 koleżanki Ani, jakiś "Rastaman " który mi osobiście bardziej przypominał włoskiego maczo i jeszcze ktoś. Ja już oczywiście tęskniłam za synkiem, byłam na Woodstocku więc mogłam wracać :) Pogoda zrobiła się ładna, jedzenie było do dupy i drogie od cholery (od Krishnowców nic nie ruszyłam bo zawsze źle to się konczyło). W pierwszy dzień na scenie chyba nic ciekawego się nie działo. Właściwie w drugi dzień też (oprócz Comy i to był jedyny cały koncert na którym bylam obecna). Klimat oczywiście fajny, chociaż już po tylu razach nie odczuwałam tej fascynacji tym co mnie otaczało. Noce baardzo zimne, namiot to już nie zabawa dla takiej staruchy jak ja. W drogę powrotną wyruszyliśmy bardzo wcześnie bo ja chciałam do Wiktora. Trasa powrotna przebiegła gładko.

Ciąża

No jest. Nic ciekawego w tym temacie, każdy przecież wie jak to jest.

Ślub

Właściwie stoimy w miejscu. Nikt nie chce kupić mojej pierwszej sukni, nic właściwie nie zrobiliśmy. Zabrałam się za wypisywanie zaproszeń i nawet z tym mam problem bo nie wiem czy mam oficjalnie po imieniu i nazwisku wypisywać czy jak. Zamówiliśmy obrączki, takie najzwyklejsze i najtańsze.

Oszustwa i reklamacje cd...

No właśnie, ja nie powinnam nic kupować. Wszystko co kupuję jest albo zepsute, albo niesprawne i ciągle jakieś reklamacje muszę składać i skargi i zażalenia ... Maciek kupił rower, z którego po 1 dniu wyskoczył hamulec. Kupiłam Lilce na urodziny laleczki z czego jednej odpadała noga. A najgorszy szajs jaki został mi wciśnięty to wczorajsze USG. ALL-MED na Retkinii to najgorszy syf na ziemi. Chciałam sobie poprawić humor a zapłaciłam 100 zł za zdołowanie mnie. Nie będę się wdawać w szczegóły bo i tak nikt nie zrozumie o czym piszę. No i dodatkowo taka dupa wołowa ze mnie że oczywiście nic się nie odezwałam tylko powiedziałam dziękuję i poszłam do domu. Dzisiaj napisałam im skargę i to co o nich myślę.


"CLIFFORD LUBIŁ EMILY, WIĘC DO SIEBIE WZIĘŁA GO

Z JEJ MIŁOŚCI URÓSŁ WIELKI,

WIĘC HOWARDOWIE OPUŚCILI DOM.

CLIFFORD TO DRUH, JAKIEGO NIE MIAŁ NIKT,

JEST NAJWIĘKSZY NA ŚWIECIE, TO WIEM NA PEWNO


GDY GO ZAWOŁAM, TO JUŻ PRZY MNIE JEST

WIELKI, KOCHANY CZERWONY PIES


SPAKOWALI SAMOCHÓD PO DACH

WKRÓTCE Z MIASA WYJECHALI

NA WYSPIE WŚRÓD PRZYJACIÓŁ NOWYCH ZNALEŹLI SIĘ

CAŁA RODZINA I WIELKI PIES



CLIFFORD TAK ZABAWNY I CUDOWNY JEST

NASZ KOCHANY WIELKI PIES"





SPAKOWALI SAMOCHÓD PO DACH

WKRÓTCE Z MIASA WYJECHALI

NA WYSPIE WŚRÓD PRZYJACIÓŁ NOWYCH ZNALEŹLI SIĘ

CAŁA RODZINA I WIELKI PIES



CLIFFORD TAK ZABAWNY I CUDOWNY JEST

NASZ KOCHANY WIELKI PIES"



19:33, kropecka83
Link Komentarze (4) »
wtorek, 14 sierpnia 2007
Wiadomości z kraju

Spodobało mi się zestawienie tematów

 

 

18:02, kropecka83
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 lipca 2007
Urlop i po urlopie

8 lipca wyjechaliśmy na wakacje do Chodczy. Ośrodek fajny, jedzenie OK, Wiktorek grzeczny, ale oczywiście ładnej pogody zero. Dosłownie, bo nie mieliśmy okazji ani razu wykąpać się w jeziorku. Wróciliśmy 14 lipca, za to 15 lipca rozpoczęły się upały. W domu było to nie do wytrzymania. POjechaliśmy w poniedziałek do Arturówka, było OK. POnieważ nasz samochód nie przeszedł przeglądu, który kończył mu się 15 lipca, to w pozostałe dni nigdzie się nie ruszaliśmy. Raz pożyczyliśmy samochód od taty, ale oczywiście wtedy była brzydka pogoda. Pojechaliśmy na basen.

Ja ostatnio znów przypominam sobie co oznacza I trymestr ciąży. Mój organizm nie da mi zapomnieć jak to jest nie mieć na nic siły przez cały dzień, mieć mdłości i czuć się fatalnie. Byłam na USG ostatnio. Dzidzia ma się dobrze, ma całe 2 cm i macha rączkami i nóżkami :)

Jakiś czas temu podjęliśmy decyzję że jednak będziemy się budować. Maciek ostatnio jeździ załatwiać warunki przyłączenia wody i prądu. I tutaj może być problem. Prąd, który de facto miał być najmniejszym problemem może nam zablokować drogę do naszych marzeń. Okazało się że elektrownia nie podłączy nam prądu z drogi bo nie starczy im napięcia i muszą wybudować stację transformatorową, ale nie wiedzą w jakim czasie to zrobią. Nam się nieco spieszy bo musimy się wybudować w przyszłym roku. No nic, zobaczymy co tam Maciek załatwi.

WYstawiłam moją suknię ślubną na sprzedać. I kupiłam drugą, przeznaczoną na większe gabaryty :) Też mi się podoba, chociaż nie wyglądam w niej tak szałowo jak w poprzedniej. Coś za coś.

14:20, kropecka83
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 czerwca 2007
Powtórka z rozrywki...
Właśnie wchodzę w etap "jest mi ciągle niedobrze, słabo, chce mi się spać, dajcie mi wszyscy spokój". Z doświadczenia wiem, że potrwa jakieś 4 miesiące. Nie za ciekawie, biorąc pod uwagę że tym razem nie mogę sobie spać do woli, leżeć jak mi źle itp. Dodatkowo jak na złość czuję że bierze mnie jakieś przeziębienie, czyli coś co w moim stanie jest niebezpieczne. W poprzedniej ciąży też na początku byłam chora. Zaczyna mnie boleć gardło. 
 
Wiktor 
Jest cudowny, kochany, śliczny i w ogóle ach i och. Dlatego się cieszę że będę miała drugie dziecko. Za 2 lata
będę miała 2 x tyle szczęścia. Do wtorku jestem na zwolnieniu bo Wiktuś był ostatnio chory. 2 noce pod rząd
miał gorączkę, biegunkę i ogólnie taki bidulek z niego był. 
 
 
15:53, kropecka83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 czerwca 2007
I jeszcze jeden i jeszcze raz :)
No dobra, jakby nie było to mam co pisać. 14 czerwca wykonałam dość rutynową jak dla mnie czynność - zrobiłam test ciążowy. W tym cyklu już 4 :) Lubię ten dreszczyk adrenaliny, który z reguły kończy się po kilku minutach i jednej kreseczce. Tym razem jednak wyszły dwie kreseczki :) Dla niewtajemniczonych oznacza to że jestem w ciąży. Początkowo szok, radość, potem smutek że nie zmieszczę się w swoją suknię ślubną, że będę wyglądała na ślubie jak beczka itp. A później poród, noworodek i wszystko od początku. Maciek się ucieszył, chyba bardziej nawet niż ja. Zresztą to był nasz pierwszy cykl starań i udało się od razu. W poniedziałek w pracy zrobiłam drugi test dla pewności. Wczoraj byłam na USG,ciąża jest jeszcze baardzo młoda, nawet terminu porodu nie można wyznaczyć. Cieszę się i martwię jednocześnie. Dodatkowo dochodzi totalna huśtawka nastroju. Eh, będzie co ma być. W 2008 najprawdopodobniej będzie nas czwórka :)  
22:08, kropecka83
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 czerwca 2007
Reklamacje, skargi i światełko w tunelu :)
Jak w temacie. Ostatni okres obfituje w różnego rodzaju skargi, reklamacje i zażalenia pisane przeze mnie :) Historię laptopa już opisałam. Dochodzi do tego wózek Wiktora który od 2-go dnia strasznie piszczał, nie pomagały oliwienia ani nic. Głupio wychodzić z czymś takim na dwór. Wysłałam producentowi do reklamacji. Po 3 dniach wózek miałam już z powrotem a po jakiś 500 m przejechanych kółka znów rozpoczęły swoją arię. W dodatku uszkodzili mi zapięcie budki, które nie było uszkodzone przed wysyłką do reklamacji. Postanowiłam odesłać po raz drugi. Już nawet spakowany leży ale nie mogę się od kilku dni do GLS'a dodzwonić a tylko z nimi umowę ma podpisany producent i tylko przez nich mogę wysłać na koszt adresata. Kolejna sprawa to pierścionek zaręczynowy. Po dwoch tygodniach czekania, w piątek udaliśmy się po odbiór pierścionka. Na kartce reklamacyjnej było napisane, że jeśli w ciągu 14 dni nie zdążą z reklamacją to nas o tym pisemnie powiadomią. POnieważ nie powiadomili to na pewniaka sobie pojechaliśmy odebrać. Babka w sklepie powiedziała, że pierścionka nie ma, że jeszcze nie jest zrobione. Na moje pytanie co w takim razie ma znaczyć ten tekst na zgłoszeniu i dlaczego w takim razie nie zostaliśmy o spóźnieniu powiadomieni, babka zaczęła mi kity wciskać, że to dotyczy sytuacji gdyby reklamacja w ogóle miała nie być uwzględniona, sratata. Chyba umiem czytać ze zrozumieniem. Jak się spytałam kiedy będzie to powiedziała że dostawy mają raz w tygodniu w piątki więc mogę spróbować za tydzień. Wkurzyłam się, zagotowało się we mnie bo dodatkowo miałam zły dzień. Napisałam więc do centrali firmy Yes skargę (jakżeby inaczej). Opisałam sytuację, napisałam że jestem oburzona i że są niepoważni. Wczoraj przyszedł mail z przeprosinami od dyrektora, że to przez Boże Ciało, ale że pierścionek natychmiast wyślą i że jutro (czyli dziś) można będzie się po niego zgłosić. Tak więc pierścionek odebrany :)

A co z tym światełkiem? :)

Generalnie weekend mieliśmy przekichany bo sobie uświadomiliśmy że musimy się niedługo wyprowadzać z tej kawalerki, która nie dość że ciasna to jeszcze nie nasza. Budowa domu nie wchodzi w najbliższym czasie w rachubę, zresztą po przemyśleniu doszłam do wniosku że na osiedlu będzie lepiej dla Wiktora. Więcej dzieci do zabawy, bliżej do szkoły i wszystkiego innego. Przejrzałam ceny mieszkań i się załamałam. W grę wchodził albo kredyt na całe życie, albo TBS na drugim końcu Łodzi prawie na całe życie. Ogólnie syf. Poszliśmy się poużalać do moich rodziców. Potem do Maćka rodziców. Potem wpadłam na pomysł że mogłabym się spytać rodziców swoich, czy jakbyśmy sprzedali działkę, wzięli na resztę kredyt i kupili 2 pokoje na Retkini to czy oni nie przenieśliby się tam a my do ich M4. Jak powiedziałam to mamie, to stwierdziła że tata dokładnie o tym samym pomyślał :) Tak więc plany zrobiły się dużo bardziej optymistyczne. Sprzedajemy działkę, bierzemy kredyt na ok 100 tys zł z dopłatami Państwa na jakieś 10 lat i mamy 3 pokoje z kuchnią na Retkini :) Oby do naszego ślubu się nie pozmieniało wszystko ...

Maciek zmienia pracę ?

Odkąd dostał Maciek za małą podwyżkę w AMG zaczął się rozglądać za czymś lepszym. Porozmawiał z kolegą który niedawno odszedł z AMG do innej firmy, poszedł na rozmowę kwalifikacyjną, zażądał prawie 3/4 więcej kasy niż ma teraz, oni się zgodzili i Maciek chyba też się zgodzi :) (To tak w skrócie, nawet nie wiem czy mogę to pisać).

Samochód

Nasz samochód wreszcie w naprawie. Mamy już zrobiony wydech i działa jak marzenie. Za tydzień cd...

Praca

W pracy dorwałam dzisiaj fajne pisemko od jakiegoś psychola z Aresztu. Zatytułował ją "rospiska terrorystyczna dla Bezmiaru sprawiedliwości". Jak stworzę jakiś tajemny wątek to wam tam skan umieszczę i się pośmiejecie.
22:42, kropecka83
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4